Strażnica znajduje się w malowniczej części północnej jury. Jest jedną z czterech tego typu budowli istniejących w okolicy. W tej chwili nie można mówić nawet o ruinach, przetrwał tylko ostaniec, który widać za metalowym ogrodzeniem. Poza strażnicą w Suliszowicach do dzisiaj zachowały się ruiny strażnic w Łutowcu, Ryczowie i Przewodziszowicach.

Wycinek mapy z umiejscowieniem strażnicy Suliszowice
Obiekt składał się z części górnej i dolnej. Cała fortyfikacja z fosami i skałą zajmowała obszar 2 tys. m² (z tego podstawa skały stanowiła 40% całej powierzchni). Górna część znajdowała się na wysokiej 15–20-metrowej skale. Wejście do zamku górnego prowadziło niegdyś po drabinach i pomostach. Z dawnej wieży mieszkalno-obronnej zachował się tylko wydłużony, niespełna 20-metrowej długości, pas muru stykającego się ze skałą.
Zamek dolny był otoczony wałem ziemnym i fosą (do dzisiaj zachowały się ślady fosy) i rozciągał się u podnóża skały. Granice majdanu gospodarczego określają wyraźnie ślady fos i nasypów, będące podstawą drewniano-ziemnych zapór. Od strony wschodniej wysokość wzniesienia wynosi ok. 7 m, a przypuszczalna zapora drewniana mogła je podwyższać o kilka metrów. Po stronie północnej widoczne są wyraźnie podwójne zabezpieczenia: wał ziemny, stanowiący podstawę zapory, oraz fosy. Stronę południową zabezpieczał prawdopodobnie ostrokół na wale ziemnym. Głęboka fosa i nasyp ziemny za nią nie wskazują na istnienie mostu. Według śladów ziemnych, wjazd znajdował się w północno-wschodnim narożu skalnego garbu porośniętego murawą i prowadził w kierunku środkowej części wzniesienia majdanu gospodarczego.
Po śmierci Kazimierza Wielkiego fortyfikacja przeszła na własność księcia Władysława Opolczyka i od tej pory straciła swoje znaczenie obronne. Związane było to z wysokimi kosztami utrzymania załogi, co w efekcie doprowadziło do całkowitego opuszczenia strażnicy. Nie użytkowana szybko popadła w całkowitą ruinę. W latach 70. XX w. teren, na którym znajduje się ostaniec z reliktami wieży oraz otaczający obszar z częścią dawnego majdanu gospodarczego, przeszedł w ręce prywatne i został ogrodzony. Na terenie nie opodal ostańca w obrębie fortyfikacji postawiono dom letniskowy. Do chwili obecnej zachował się jedynie około 20-metrowy fragment muru po południowej stronie skały, nie opodal jej szczytu, oraz słabo widoczne relikty umocnień ziemnych – wałów i częściowo zasypanej fosy u podnóża skały na terenie dawnego majdanu. Dotychczas nie przeprowadzono kompleksowych badań archeologicznych, umożliwiających potwierdzenie istnienia budowli wieżowej na szczycie ostańca oraz badań wyjaśniających sposób dostępu do części górnej
Geneza i funkcje strażnic, jako wież mieszkalno-obronnych, nie zostały w sposób jednoznaczny jak dotąd wyjaśnione z uwagi na brak szczegółowych i systematycznych badań archeologicznych. Budowle te powstawały prawdopodobnie w różnym czasie (od XIII do XV w.) i były odpowiednikami rycerskich grodków stożkowych lub wieżowych dworów obronnych.
Ostatnio przypuszcza się jednak, że strażnice pełniły ważną rolę taktyczną, stanowiąc wysunięte punkty obserwacyjne flankujące w przypadku oblężenia powiązanych z nimi zamków. W przypadku strażnicy w Suliszowicach, miałaby ona współpracować wraz ze strażnicą w Przewodziszowicach i zamkiem w Ostrężniku.
Jedna z miejscowych legend głosi, że:
Mogło to być w XV, ale nie później, bowiem w XVI wieku warownia ta znajdowała się już w gruzach. Była to strażnica królewska, wysunięta daleko ku śląskiej granicy przed inne jurajskie "orle gniazda", aby zawczasu ostrzegała przed niespodziewanym z tej strony najazdem wroga. Dowódcą strażnicy król ustanowił doświadczonego i wiernego mu – jak się spodziewał – rycerza. Przedwczesne to jednak było zaufanie. Dowódca strażnicy i jego podwładni rychło bardziej zasmakowali w zbójeckim, niźli w rycerskim rzemiośle. Napadali na bogatych podróżnych i kupców, a łupy znosili do zamku, gdzie sprawiedliwie dzielili je między siebie. Ofiary próbowały się, oczywiście, bronić, ale ginęły w nierównej walce. Ani król, ani starosta olsztyński nie podejrzewali, że sprawcą tych łupiestw była załoga wojskowa z Suliszowic. Pewnego razu rzezimieszkom nadarzyła się wyjątkowa wprost okazja. Zbójecki zwiad doniósł bowiem swemu hersztowi, że o pół drogi od Suliszowic wolno posuwa się kareta jakiegoś bardzo możnego pana, otoczona niewielkim stosunkowo pocztem dworzan. Zawrzało wśród zbójców! Okazja była zbyt nęcąca, aby z niej nie skorzystać. Nie minął dzień, a zbójcy wrócili do strażnicy, obładowani bogatym łupem. Ponieważ poszkodowany był nie tylko bogatym, ale również ważnym i wpływowym panem, sprawa rychło doszła do wiadomości samego króla, który nakazał dowódcy strażnicy wykryć i ukarać sprawców. Ten ujął kilku włościan z pobliskiej wsi, zakuł ich w kajdany i umieścił w lochach zamkowych. Sędziami wyznaczył swoich podwładnych. Pod wpływem wymyślnych tortur, zadawanych oskarżonym przez kilka dni, wieśniacy "przyznali" się do rozbojów. Kiedy "sąd" miał zebrać się na naradę, aby wydać ostateczny wyrok, do zamku przybył jakiś wytwornie ubrany, bogaty szlachcic. Ucieszony z tego szczęśliwego przypadku dowódca, a zarazem przewodniczący "kompletu sędziowskiego", poprosił go, aby wziął udział w wydaniu werdyktu. Wprowadzono do izby nieszczęsnych oskarżonych, obitych, pokrwawionych, ledwo trzymających się na nogach. Przewodniczący "sądu" odczytał akt oskarżenia oraz protokół z przebiegu śledztwa, z którego jasno wynikała wina oskarżonych. Ponadto przyznali się oni jakoby do wszystkich napadów i łupiestw, które dotąd miały miejsce w okolicach Suliszowic. - Skazać na karę śmierci ! – brzmiało orzeczenie "sądu".
Wtem zamarli "sędziowie" w nagłym bezruchu, zadziwieni zachowaniem się gościa. Ten bowiem powstał, oczy mu się zaiskrzyły, twarz spurpurowiała i stała się nieomal czarna, a postać wyolbrzymiała. W końcu zdumionym "sędziom" oświadczył on: - Jam jest owym panem, którego iście niespodziewanie napadli i obrabowali! To mówiąc, zrzucił z siebie szaty. Oczom wszystkich ukazał się diabeł we własnej osobie. Bo w rzeczywistości był to nie pan, za którego się przedstawił, ale szatan, którego nawet diabelskie sumienie poruszyła tak jaskrawa niesprawiedliwość i krzywda niewinnych chłopów. Diabeł nakazał zbójcom natychmiast uwolnić więźniów. Kiedy tak się stało, z wyroku sądu diabelskiego skała zatrzęsła się gwałtownie, zamek zapadł się w gruzy, kryjąc pod nimi wszystkich zbójców.
Obecnie strażnica jest w rękach prywatnych (ogrodzona) i nie ma możliwości jej zwiedzania.
Źródło: peuk.fiiz.pl
Witold Kapuśniak